Szukaj
18.09.2018
Medytacja - nie tylko dla mnichów

 

Z czym kojarzy nam się medytacja?

 

Często z łysymi mędrcami w świątyniach. Z luźnymi, lnianymi ubraniami i ascezą. Z odizolowaną od świata społecznością. Z określeniami w innym języku, których nie rozumiemy.

 

Wydaje nam się, że to egzotyczna czynność, dla której nie ma miejsca w życiu codziennym. Myślimy, że dbanie o spokój duszy nie współgra z denerwowaniem się na „fachowców” przy remoncie w kuchni. Odbieramy to jako dwa różne światy.

 

Czy naprawdę tak jest?

 

W rzeczywistości medytacja to skupienie się na sobie, na swoich myślach. Nie musi wiązać się od razu z wyższym stanem świadomości i wpadaniem w głęboki trans. Te rzeczy przychodzą same i nie są jedynym celem medytacji. Prawdziwym celem jest uzyskanie chwili spokoju, wyciszenia. Próba zrozumienia siebie i poukładania tego, co czujemy. Możemy to robić kiedykolwiek. Nawet przy sprzątaniu, gotowaniu czy pod prysznicem. Byle nasze „zamyślenie się” było świadome i wiązało się z obecnością tu i teraz.

 

Ta praktyka może przynieść korzyści zarówno psychologiczne, jak i zdrowotne.

 

Do tych pierwszych zaliczają się łatwiejsze relacje międzyludzkie, podwyższenie inteligencji emocjonalnej, mniejsza podatność na stres czy lepsza samokontrola. Gwarantowana poprawa koncentracji i wzmocnienie pamięci.

 

Lista korzyści dla naszego ciała jest równie długa. Regularna medytacja pozwoli nam wysypiać się lepiej i czasami również – dużo szybciej. Pomaga poradzić sobie z migreną, z bólami, obniża ciśnienie i stabilizuje rytm serca. Można nawet w ten sposób wspomóc leczenie niektórych zaburzeń psychosomatycznych.

 

Ale przejdźmy do rzeczy. Skoro nie trzeba wstąpić do klasztoru, żeby medytować, to od czego właściwie zacząć?

 

Od kilku minut. Docelowo powinno ich być znacznie więcej, ale lepiej przyzwyczajać się powoli, niż zniechęcić się po jednej godzinnej sesji. Na początek 5 minut powinno wystarczyć. Albo, jeśli czujesz, że to za wiele, wyznacz sobie trzy. Tak, żebyś nie zdążył się zniecierpliwić, że „to nie działa” i nie sprawdzał co chwilę stopera. Na początek nawet jedna minuta jest lepsza, niż zero.

 

Jaką przyjąć pozycję? Jakąkolwiek. Jeśli ze spokojem duszy kojarzą Ci się skrzyżowane nogi, proste plecy i dłonie ułożone na kolanach – wybierz ją. Jeśli wolisz usiąść na kanapie, z wyciągniętymi nogami, to też wystarczy. Możesz oprzeć się plecami o ścianę. Położyć stopy na stół. Jak tylko będzie Ci wygodnie. O ile nie będziesz myśleć o tym, że bolą Cię kolana ani nikt nie zgani Cię za niszczenie mebli, to będzie idealnie.

 

Co dalej? Zacznij oddychać. Pomyśl o tym, kiedy bierzesz wdech, potrzymaj powietrze w płucach i następnie zrób świadomy, pełny wydech. Wyznacz sobie rytm i spróbuj się skupić tylko na nim. Szybko Twój umysł się znudzi i zacznie dryfować. Zorientujesz się, że po głowie chodzi Ci nagle dużo myśli. Nie ma w tym nic złego, to naturalne. Mózg nie lubi bezczynności. Na początku pojawią się myśli-intruzy, ale wróć spokojnie do oddechu. Za chwilę przyjdą kolejne i to też nie jest niczyja złośliwość. Cierpliwie wracaj do skupienia, a umysł nauczy się tego stanu i częstotliwość rozpraszaczy powinna się zmniejszyć.

 

Z czasem, gdy przyzwyczaisz się już do medytacji, możesz zacząć patrzeć na te myśli inaczej. Skoro Twój umysł zaakceptował już stan wyciszenia, to znaczy, że nie chce Ci przeszkadzać. Chce współpracować. Podążaj za wątkami, które pojawiają Ci się w głowie i spróbuj je zbadać. Być może Twoja podświadomość uważa, że masz coś do przemyślenia. Daj się jej ponieść. Jeśli zaprowadzi Cię do rozważań na temat ostatniego odcinka serialu, wtedy wróć do stanu wyjściowego. Ale nie powstrzymuj się przed dialogiem z samym sobą, jeśli czujesz, że prowadzi do zrozumienia siebie.

 

Kiedy? Kiedykolwiek, byle regularnie. Wybierz punkt dnia, któremu będzie towarzyszyć medytacja. Nie godzinę. Bo często zmieniają nam się plany i czasem ta osiemnasta, którą sobie wyznaczymy, może być zajęta. A jeśli nasz czas na medytację minął na spotkaniu, to później często zapominamy do tego wrócić. Dlatego lepiej połączyć medytację z konkretną czynnością. Jeśli masz w sobie wystarczająco dużo samodyscypliny, możesz to zaplanować na rano, tuż po przebudzeniu. Wtedy masz pewność, że nie wyskoczy Ci nic nagłego. Dla wielu jednak brzmi to nierealnie. Możesz więc wybrać powrót z pracy: kwadrans medytacji przed rozpoczęciem domowych obowiązków. Żeby nikt Cię nie rozproszył, możesz to zrobić nawet w samochodzie. Inna propozycja – mycie zębów. Popołudniowa kawa. Przed kolacją. Nawet przed snem, chociaż w tym wypadku istnieje ryzyko zamiany medytacji w sen.

 

Podsumowując: kiedy, ile i jak medytować? Często, długo i spokojnie.

 

Powinieneś szybko załapać, o co chodzi i być w stanie zostać swoim własnym mentorem.

 

Jeśli czujesz, że potrzebujesz przewodnika, śmiało rozejrzyj się za czymś odpowiednim dla Ciebie. Poradniki, filmy, nagrania, treningi relaksacyjne. Niech Cię poniesie wyobraźnia.

 

A jak tylko zobaczysz efekty, będziesz już wiedział, dlaczego mędrcy w świątyniach byli zdrowi i szczęśliwi.

 

PODOBNE ARTYKUŁY